Gdyby nie Polacy i nasz super barman Ajet byłoby kiepsko...
Właściciel hotelu gbur - codziennie rano siedział przed jadłodajnią (bo restauracją nie można tego pomieszczenia…
więcej »
« mniej
nazwać) i pilnował czy ktoś nie wyniesie ze sobą chociażby kromki chleba czy filiżanki kawy (raczej lurowatej) - żałosne. Razem z mężem wybraliśmy się tam na 2 tygodnie i wiem już że na pewno nigdy tam nie wrócimy. Jako baza wypadowa na wycieczki - ok, w okolicy bardzo dużo wypożyczalni samochodów (z 35 euro za dobę można wytargować niezłe zniżki - nawet do ok 20 euro).
Pani rezydent z biura 7 islands raczej nie poczuwała się do swoich obowiązków, uważała raczej że jedynym jej obowiązkiem jest sprzedaż wycieczek, w ciągu dwóch tygodni miała dyżur 3 razy, w trakcie których to ukrywała się przez godzinę w recepcji.
W pobliżu fajna knajpka Cafe Greco (10 min pieszo).
Plaża strasznie brudna - pełno petów w piachu, nie wspominając o puszkach po piwie.
Panie sprzątaczki miłe i dokładne, ale po tym jak da się im napiwek ( po napiwku układały "łabędzie" z piżam:),
bez napiwku nie raczyły nawet przynieść papieru toaletowego.
Jaszczurki biegające po pokoju to norma, szczury do pokojów nie wchodziły ale nie raz widziałam przez okno jak przechadzały się przed hotelem.
Pan recepcjonista pracujący na noce bardzo upier*****, ale pewnie przeszkadzało mu że nie częstowaliśmy go alkoholem.
Poprzedni "turnus" nadał mu pseudonim Papcio Chmiel.
Nie byłoby żadnego wieczoru greckiego gdyby nie nasza ingerencja u właściciela hotelu, przy okazji której bezczelnie oznajmił nam że wybraliśmy niewłaściwy hotel - że niby jest to hotel nastawiony na rodziny z dziećmi (dziwne bo w takim razie powinny być tam w takim razie jakieś animacje dla dzieci, których przez dwa tygodnie na pewno nie było:)
Jak zauważyłam to matki kupowały swoim pociechom plastelinę i kredki - dzieci bawiły się przy basenie lub przy stolikach barowych - przykre.
a dobre opinie o hotelu wystawiają chyba tylko rezydenci, tak więc nie bierzcie ich w ogóle pod uwagę.
Pozdrawiam
Ewa