Poniżej dokładny opis co i jak z hotelem i obsługą. Staraliśmy się być w miarę obiektywni, bez typowo polskiego "narzekactwa", ale też bez "hurraoptymistycznego"…
więcej »
« mniej
podejścia. Hotel: po przyjeździe dostaliśmy zapyziały pokój z widokiem na parking, z którego całą dobę odjeżdżają autobusy. Super. Po drugiej stronie korytarza był pokój na szczotki, a z sufitu lała się woda. Obsługa po angielsku mówiła na poziomie "moja-twoja-kochać", ale po krótkiej awanturze udało nam się zdobyć całkiem miły pokój. Wszystko działało, było w miarę czysto. Inni mieli mniej szczęścia niestety. Standard hotelu na 3 gwiazdki może być, ale z minusem. Dużo Rosjan, zresztą widać, że wszystko jest pod nich robione, z muzyka na disco włącznie (choć był i polski repertuar, nawet ambitny (Nosowska, T-love;))Plaża: kamienisto-piaszczysta z burym piaskiem, ale za to bardzo blisko hotelu. Miejsca mnóstwo, dwie wiaty z leżakami. Uwaga! 10 metrów od brzegu zakrywało mnie już z głową! Dno kamieniste - trzeba uważać na dzieci! Tuż obok hotelu plaża brudna - typowe dla południowych nacji. Najbliższe hotele i sporty wodne około 25 minut spacerem. Jedzenie: wbrew opiniom uważamy, że było nieźle, ale może mamy taki gust. Dużo warzyw, sałatek, bakłażan na kilka sposobów. Jogurty, oliwki, białe sery a la feta, dużo przypraw. Fakt, że pojęcie recyclingu znają dobrze (sałatka - frytki z koperkiem!?). Jedzenie z grilla dało się jeść, najlepszy był tuńczyk. Kurczaki, jakiś tam gulasze, makarony, takie średnie. Ciast nie dało się ruszyć - jestem strasznym łasuchem, ale nie dałem rady się przemoc. Tylko arbuz ze słodkich rzeczy był dobry. Napoje: to oddzielny temat. Darmowe soki były potwornie słodkie i średnio smaczne, piliśmy głównie wodę. Był też jakiś mleczny napój w stylu airanu, ale smakował tak, że nie mam słów aby to opisać. Herbata bardzo dobra, kawa też. W barach można było zamówić cole, fante i tak dalej, ale tylko z nazwy były to te napoje. Były to jakieś rozwodnione koncentraty o zupełnie innych smakach. Lokalne napoje alkoholowe to porażka. Alkohol rozcieńczony do granic wyczuwania smaku (piłem czysty dla sprawdzenia). Piwo jak Cię mogę. Można było brać tylko 2 kubeczki jednocześnie. Trzeba nadmienić, że kubeczki miały pojemność na oko tak ze 100ml - masakra! Ciągłe latanie w te i wewte skończyło się tak, że zacząłem sobie kupować piwo w sklepie (3 USD za "Efes" - lokalne, całkiem znośne piwo). Totalna ściema! Na dodatek koleżanka zauważyła, że nowe butelki, które wyciągają barmani są już otwarte! Co to oznacza - wiadomo.. Wino to największa porażka. Uwielbiamy wino, ale tego "czegoś" nie dałbym najgorszemu wrogowi. Nasza swojska "siara" to przy tym prawdziwe "chateaux" ;) Polecamy za to wino z Kapadocji ;) (niestety nie ma go w ofercie hotelu). Basen: na moje oko nieco zbyt brudna ta woda. Zjeżdżalnia działa codziennie przez trzy godziny, czego w opisie hotelu jakoś nikt nie zamieścił. Nikt tu niczego nie pilnuje, nie ma ratownika, dzieci skaczą sobie na głowy, było kilka wypadków, na szczęście nic poważnego się nie stało. Trzeba pilnować co się dzieje. Są bramki do piłki wodnej i brodzik dla maluchów. Obsługa: barmani i kelnerzy sympatyczni, uwijali się jak w ukropie. Nie dziwię się zresztą, bo jak podpatrzyliśmy kiedyś "odprawę", którą chłopakom zgotował menedżer - potwór, to mi się ich szczerze żal zrobiło. Panie w pokoju zostawiały nam czasem świeże kwiatki na łóżkach, ale sprzątanie średnio dokładne. Z czystymi ręcznikami nie było kłopotu. Recepcjoniści z angielskim mocno na bakier, dobrze, że mieliśmy podstawy rosyjskiego, który to język powinien powtórzyć sobie każdy jadący do tego hotelu (i nie tylko);). Animacje:
codziennie wieczorem były "animacje". Mini Disco dla dzieci było jeszcze jako takie, pomijając fakt, że scenariusz był identyczny przez całe dwa tygodnie, włącznie z kolejnością utworów, którą znaliśmy już na pamięć. Ale to co było potem, to totalna żenada, na poziomie wiejskiego wesela w remizie. Panowie przebrani za panie, z cyckami z balonów miżdżący się do siebie lub wykonujący ruchy kojarzące się tylko z jednym. Absolutna porażka, bez krzty jakiegokolwiek smaku i poziomu. Najbardziej nas smuciło to, że chyba ludzie się nieźle bawili... Jedyna w miarę fajna animacja to były pokazy fakirskie i "plucia" ogniem - przynajmniej zrobiłem fantastyczne foty ;). Turyści: mnóstwo Rosjan, choć w drugim tygodniu pobytu było chyba więcej Polaków (co znalazło o dziwo odzwierciedlenie w repertuarze muzycznym). Sporo Turków. Inne nacje sporadycznie. Nie było jakiś burd czy awantur, pijaństwa, cisza, spokój. To było tu akurat bardzo fajne. Siadaliśmy w nocy na balkonie i słuchaliśmy cykad. Na terenie hotelu rosną drzewa laurowe, które wieczorem fantastycznie pachną. Wycieczki: kupiliśmy wycieczki w Nowej Itace. Były droższe niż można było znaleźć gdzie indziej, ale zwyciężyła wygoda. Byliśmy w Pamukkale, Kapadocji (razem z nocą turecka - fajna!), Aquaparku, na zakupach w Manavgacie. Rafting się nie odbył, bo płonęły lasy - cóż, siła wyższa. Ogólnie wycieczki były super, więc może skupię się na tym co było nie tak. Nasza Pani pilot w sumie była OK, ale niestety poziom dowcipów i tekstów, które od czasu do czasy rzucała był hmmmm... słaby. Generalnie jakby mniej mówiła i mniej żartowała to wyszłoby na dobre. Generalnie na wszystkich wycieczkach wkurzało nas przystawanie na "shopping". Nie płacę za wycieczkę kilkaset dolarów, żeby jeździć po sklepach, gdzie namolni sprzedawcy depczą mi po piętach. Potwornie było to irytujące i trwało stanowczo za długo! Tempo wycieczek (zwłaszcza Pamukkale) zabójcze, ledwo zdjęcia zdążyliśmy zrobić. Polski rezydent: Pani Ula niespecjalnie się niestety popisała. Kiedy drugiego dnia dużo osób zgłaszało zastrzeżenia co do hotelu, uraczyła nas opowieścią o innym hotelu z oferty wzmiankowanego biura, gdzie Polacy bili się na noże z kurdyjską obsługą, ktoś oberwał krzesłem, ktoś wylądował w szpitalu po ciosie nożem, kradzieże były na porządku dziennym. Miało nas to przekonać pewnie, że mamy i tak fajnie. Nie przekonało. Potem wszystkie niedociągnięcia były zwalane na obsługę hotelu, że niby komunikacja z nimi jest niedobra. A przepraszam - co mnie to interesuje jako turystę płacącego za urlop niemałe pieniądze? Odwołana wycieczka? Obsługa nas nie powiadomiła, czekaliśmy ponad godzinę, aż sam zadzwoniłem z prywatnej komórki do pani Uli, bo obsługa twierdziła, ze nikt nie odbiera. Wycieczka opóźniona - to samo. Trochę słabo ta opieka rezydenta wyglądała, choć to i tak lepsze niż rozprawa nożowa z bitnymi Kurdami ;)Podsumowanie: hotel polecamy chyba tylko osobom z dziećmi - jest na totalnym odludziu, dzieci nie mają się gdzie zgubić. Ogólnie rzecz biorąc hotel raczej mocno średni, ale my mieliśmy, Bogu dzięki, bardzo udane wakacje. PS.
W pobliżu hotelu (przy drodze dojazdowej) co weekend jest fajny targ. Jest też miły sklepik, który prowadzi bardzo miła Słowaczka chyba z mężem. Wódeczka zawsze "shlodena", kola też, a i lodu nam dała, co byśmy mieli "prawdziwsze" drinki ;) Obok kafejka internetowa!